środa, 31 sierpnia 2016

3. I Love It/ Wracam do żywych!


 "Mam to gdzieś i to kocham!
Mam to gdzieś"


Rano obudziłem się z ogromnym bólem głowy promieniującym od skroni aż po potylicę. Bałem się otworzyć oczy, żeby sprawdzić, gdzie się obudziłem. Ostatnim co pamiętam był mój pomysł zrobienia striptizu na stole. Tym bardziej, że nie byłem pewien czy czuje na sobie spodnie stresowałem się coraz bardziej. Ewidentnie leżałem twarzą na czymś co mogło być łóżkiem. Obróciłem się powoli na plecy i odważyłem się otworzyć oczy. Oczywiście zobaczyłem sufit. Na szczęście nie był to sufit kuchni czy salonu co powinno mnie ucieszyć, ale jeszcze bardziej zaniepokoiło. To jest pokój Jurija obróciłem moja głowę w drugą stronę łóżka. Jurij spał spokojnie (a przynajmniej tak mi się wydawało) i jak gdyby nigdy nic pochrapywał. Jak ja się tu znalazłem? Ból głowy wcale nie pomagał mi myśleć. Nic. Jedno wielkie nic pamiętam z późniejszej części imprezy. Postanowiłem przejść się po coś do picia, co nie okazało się dobrym pomysłem, ponieważ zaraz po ustaniu na własnych nogach zachwiałem się, zrobiłem półobrót na prawej nodze i spadłem z powrotem na łóżko. Szkoda tylko, że w poprzek. Tak dobrze myślisz... Upadłem głową prosto pod dość strategicznym miejscem ciała mojego przyjaciela.
-No proszę- przerwa na ziewanie- nasza księżniczka postanowiła zrobić mi pobudkę. Zawsze gdy wyobrażałem sobie ten moment, to budziła mnie długonoga, ruda piękność. Nie wyglądasz mi na taką. Złaź ze mnie- Jurij że śmiechem zepchnął moją głowę ze swoich ud i najzwyczajniej w świecie wyszedł do łazienki. Czy on zna znaczenie słowa kac?
Reszta dnia minęła raczej normalnie. To znaczy cały dzień sprzątaliśmy bardzo dziwne rzeczy po całym domu i ogrodzie Jurija. Z przerwą na jedzenie, a tak naprawdę to dzwoniła pani Tepes z pytaniem, czy rabaty kwiatów jeszcze żyją. Żyją, żyją i mają się dobrze w przeciwieństwie do mnie.  Jurij jako przykładny maminsynek przegadał ze swoją najdroższą rodzicielką bite pół godziny. Nie żebym jeszcze nie przywykł do tego, że potrafi wydzwaniać po trzy razy dziennie, no ale przecież Jurijowi bliżej do trzydziestki niż dwudziestki. Może czas już się wziąć za siebie.
Koło godziny osiemnastej, kiedy dom wyglądał na w miarę ogarnięty postanowiliśmy wybrać się do najbliższego sklepu z meblami, żeby odkupić zbitą przez jakiegoś uroczego jegomościa ukochaną lampę mamy Jurija. Szczerze to ten ktoś wyświadczył ogromną przysługę tej rodzinie, bo lampa była tak szpetna i kiczowata, że sam jej widok wywoływał u mnie mdłości. Chodząc tak po sklepie z lampą w ręku zauważyłem znajomą twarz obok regału z poduszkami z głowami śmiesznych pluszaków. Może kupię taką dla Niny. Młoda się ucieszy i może nie sprzeda mnie rodzicom jak znowu wrócę w nocy, będąc raczej nie pierwszej świeżości. Ale wracając do wątku, potrzebny mi był pretekst, żeby móc do niej podejść. Jeżeli los daje mi szansę, czemu miałbym jej nie wykorzystać, prawda? 
-Weź z pingwinem, bo jest tak samo uroczy jak ty- serio tumanie... W gimnazjum szło ci lepiej...
Dagmara zignorowała moją próbę zaczepki, ale wzięła poduszkę z pingwinem (czyli mam szansę!) i ruszyła do kasy. Złapałem z półki pierwszą lepszą poduszkę i potruchtałem za nią. Ignorowała mnie i to dość zauważalnie.
-Przepraszam za wczoraj, ja tak naprawdę to zazwyczaj jestem- może żałosny- opanowany, ale już tak mnie męczy to całe zamieszanie wokół, że wczoraj musiałem się na czymś wyżyć, szkoda, że trafiło na ciebie, ale przysięgam, że już nigdy więcej nie puszczą mi przy tobie nerwy.
Parsknęła śmiechem pod nosem i spojrzała na mnie jak na dziecko specjalnej troski. 
-Denerwujący jesteś, wiesz? Możesz mi powiedzieć, czego ty właściwie ode mnie chcesz? Myślałam, że już wczoraj dałeś mi dość wyraźnie do zrozumienia, że mam się odpierdolić, więc nie czaruj mi tutaj, tylko daj w spokoju zapłacić za tą poduszkę i znikaj mi z oczu.
Nie żebym się nie zdziwił, ale z uporem maniaka ruszyłem dalej za nią. Oczywiście musiałem przejść obok kasy zapominając o zapłaceniu. Chyba nie muszę opowiadać jak wyglądała mina ochroniarza, kiedy zobaczył TEGO Petera Prevca kradnącego kiczowatą lampę i poduszkę z głową osła. Gdy Dagmara zauważyła zamieszanie przystała i po chwili wahania wróciła do kas.
-Kochanie co ty wyprawiasz?- to było do mnie? 
Spojrzałem na nią jak na schizofrenika, przed chwilą była gotowa dać mi w twarz tą poduszką, a teraz bierze mnie za rękę i patrzy czekając na odpowiedź.
-Przecież kazałaś mi...
-No tak!-pacnęła się ręką w sam środek czoła.- Kazałam ci przecież jednak donieść tą lampę i poduszkę. Zupełnie zapomniałam, taka jestem ostatnio zabiegana. Przepraszam za zamieszanie, już płacimy- tu zwróciła się do ochroniarza. 
Po efektownej grze aktorskiej mojej "dziewczyny" mogłem już spokojnie opuścić sklep, przyrzekając sobie, że się w nim więcej nie pojawię. Zaraz po wyjściu Dagmara przestała się uśmiechać i zwróciła w moją stronę.
-Nie myśl sobie, że zrobiłam to, bo cię lubię. Po prostu odwdzięczam ci się za pokierowanie mnie wczoraj do tego sklepu. Jesteśmy kwita, teraz mogę już iść- odwróciła się i energicznym krokiem skierowała się do wyjścia z parkingu. Wyjąłem telefon z kieszeni i w sms-ie przedstawiłem sytuację mojemu najwspanialszemu koledze, co by się nie martwił. Szybko pobiegłem za Dagmarą. Kiedy się z nią zrównałem nawet na mnie nie spojrzała, jakby spodziewała się-abo miała nadzieję- że nie odpuszczę. 
-To jak to będzie? Między nami zgoda?- jak tak dalej pójdzie, to z takimi tekstami cofnę się do podstawówki . 
- Raczej tak, bo można powiedzieć, że jesteśmy kwita. W sumie to nawet nie byłam za bardzo zła, ale chciałam, żebyś poczuł się jak ja. 
-Jesteś okrutna. 
W chwili, w której miałem ją zapraszać na spacer zadzwoniła jej komórka. Odebrała wysłuchała kilku zdań i skrzywiła się. Rozłączyła się i wyraźnie rozdrażniona zwróciła do mnie:
-Nawet postałabym tu z tobą i jeszcze pogadała, ale muszę szybko wracać do domu ciotki i ugotować obiad, bo ona zostaje dłużej w pracy. Także no, ja lecę na dworzec. 
Już miała odchodzić, ale wpadłem chyba na najlepszy tego dnia pomysł.
-Może pojedziesz z nami? 
-Z nami? 
-No tak, ze mną i Jurijem. No nie rób takiej miny, to żaden problem. Ej, no nie ma się nad czym zastanawiać, idziemy.
Złapałem ją za rękę i pociągnąłem znowu na parking przed ten felerny sklep. Jurij już czekał przy samochodzie z identyczną lampą pod pachą. Minę miał dosyć skrzywioną, 
-Czy na ciebie zawsze trzeba tyle czekać? Stoję tu już dobre dziesięć minut i po co mi teraz dwie lampy? Jak miałeś czas napisać mi, że się spóźnisz to mogłeś mi też napisać, że już kupiłeś lampę.
-Złość urodzie szkodzi. Nie bój żaby, ja wezmę tę lampę- powiedziałem wskazując na to ohydztwo mimowolnie się krzywiąc- podwieziemy Dagmarę.
-A właśnie, bo my się nie znamy- w Juriju chyba obudził się dżentelmen, bo podszedł do Dagmary, ujął jej dłoń i ucałował- Jurij jestem.
Dagmara zarumieniła się i wyjąkała imię. Ja też zrobiłem się czerwony, ale z innego powodu. Co on wyprawia, przecież wie, co muszę zrobić.
Jurij otworzył drzwi od strony pasażera i pomógł wsiąść jej do auta, a ja musiałem zadowolić się miejscem z tyłu. Normalnie jak jakiś gówniarz z gimnazjum. Przecierpiałem drogę do domu. Na pociesznie zostało mi jedynie cieszyć się faktem, że odwróciłem uwagę Dagi od Jurija na tyle by móc się z nią wymienić numerami. Drogi Hoferze w co ja się wpakowałem?

sobota, 30 lipca 2016

Hej, jest tu kto? [ZWIESZAM BLOGA]

Decyzja podjęta w tej właśnie chwili...
Jest godzina 1:15 i piszę ten post. Jest on trochę wyjaśniający, trochę informujący...
Otóż ZAWIESZAM NA MIESIĄC BLOGA. Nie żeby ten blog był w innym stanie ostatnio, ale mimo ponad 1600 wyświetleń na blogu (za które serdecznie dziękuję) nie mam motywacji by skończyć rozdział 3, mimo że plan na historię mam cały czas w głowie. Przykro jest mi też patrzeć, że mimo iż dziennie jest od miesiąca jest ok.10 wyświetleń to komentarzy jak kot napłakał :/ chciałaby wiedzieć czy do was moje teksty docierają, co wam się podoba a co nie, czy jest coś co waszym zdaniem mogłabym poprawić... dlatego proszę o komentarze nawet krótkie, bo nie wiem czy jest sens cokolwiek dalej pisać.
Przez miesiąc chcę odpocząć od tej historii i wrócić ze świeżym spojrzeniem na historię, co nie oznacza, że nie będę w ogóle aktywna, bo jeżeli chcecie poznać mnie bardziej z tej prywatnej strony to zapraszam na drugiego bloga ------>Skaczący gumiżelek
Do usłyszenie max za miesiąc
Bez odbioru :)

czwartek, 12 maja 2016

#Maciej_Kot

Zakopane, lipiec 2016

Brązowowłosy chłopak, korzystając z dnia wolnego, przechadzał się uliczkami swojego rodzinnego miasta. Zimowa stolica Polski nawet latem przyciąga całą masę turystów, dlatego omijał on główne ulice Zakopanego i starał się raczej nie rzucać w oczy. Na tym zależało mu najmniej. Ubrany w zwykłe niebieskie szorty i pospolity biały podkoszulek idealnie wpasowywał się w tłum. Na jego nieszczęście jest dość przystojny, czyli chcąc, nie chcąc prawie każda kobieta się za nim ogląda. Pragnąc zapobiec nieprzyjemnościom, które mogłyby go spotkać nasunął na swój nos okulary przeciwsłoneczne. Chodził tak bez celu 20 minut, szkoda mu, że musi tak marnować swój wolny czas. Niestety jego jedyni przyjaciele spędzają teraz czas ze swoimi rodzinami, partnerkami, przyjaciółmi, którzy nie są z pracy... On takich nie miał. Smutne, ale po prostu nie umie zaufać. Boi się, że wszyscy nowo poznani, chcą się z nim przyjaźnić dla sławy, której w jego mniemaniu on nie posiadał. Zmęczony 32 stopniowym upałem, wszedł do pierwszej z brzegu kawiarenki. Od razu podszedł do baru i poprosił o sałatkę oraz butelkę wody. Pomyślał, że jeżeli już tu jest, to coś zje. Odebrał swoje zamówienie i ruszył w kierunku stolika, położonego najdalej od drzwi, w samym rogu pomieszczenia. Z tego miejsca widział dokładnie całą salę. Pomieszczenie było niewielkie, urządzone w skromny, ale gustowny sposób. Klientów była garstka. Dosłownie cztery osoby razem z nim, dwie plotkujące ze sobą staruszki oraz młoda dziewczyna zakopana po własny nos encyklopediami i podręcznikami. Rok akademicki już się skończył, więc nie miał pojęcia co mogłaby robić. Dziewczyna, jakby wyczuwając, że jest obserwowana spojrzała w jego stronę. Przestraszony szybko odwrócił głowę w innym kierunku. Bał się, że go rozpozna. Jeszcze większe przerażenie ogarnęło go, gdy dostrzegł, że nieznajoma zbiera swoje książki do torby i zmierza w jego kierunku. Dziewczyna zatrzymała się przed  stolikiem i wyciągnęła dłoń w stronę przerażonego chłopaka.
-Nikola jestem. Widziałam, że mi się przyglądasz. Nie powiem, że to trochę krępujące było- mówiła pół żartem, pół serio, uśmiechając się delikatnie.
-Skąd ja to znam- po raz pierwszy dzisiejszego dnia na twarzy naszego bohatera zawitał uśmiech. Spodziewał się jakiś pisków, czy krzyków, a nie normalnego powitania. Podał swoją dłoń Nikoli.
-Maciek.
-Wiem.
Mężczyzna przewrócił oczami, a z jego twarzy znikł uśmiech.
-Gdzie podpisać?
W tej jednej chwili stracił ochotę na jakiekolwiek jedzenie. Myślał, że może będzie mógł z kimś pogadać normalnie,  bez wysłuchiwania jaki to on nie jest wspaniały.  Normalnie jest to bardzo miłe, ale przecież nie będzie całe życie słuchać tylko o skokach.
-Nie chce żadnego podpisu, chcę pogadać. Mogę?
Wskazała miejsce naprzeciwko. Maciek niepewnie skinął głową. Dziewczyna usiadła i położyła torbę obok.
-Nie bój się, nie rzucę się na ciebie i nie zerwę ubrań. Jestem z tych nielicznych normalnych kibiców.
-Miałem taką nadzieję- Maciek oparł głowę na łokciu lekko przymykając powieki swych pięknych oczu.
-Wyglądasz coś niewyraźnie, wszystko w porządku? Ile chodziłeś po dworze?
-Chyba z pół godziny.
-Bez czapki? Czy ty myślisz? Mogłeś udaru dostać! Chyba że już masz...
Szybko poderwała dłoń do czoła mężczyzny.
-Jesteś cały rozgrzany! Nie czujesz się jakoś nieswojo?
-Nie, wszystko w porządku- na potwierdzenie tych słów szybko wstał, ale zachwiał się i oparł o stolik. Dziewczyna pomogła mu usiąść i odkręciła butelkę wody, którą sam kupił.
-Masz wypić minimum połowę, a ja zaraz wracam- powiedziała i szybko udała się w stronę kuchni.
Maciek siedział zdezorientowany i nie wiedział co się dzieje. Może rzeczywiście przesadził, nie powinien chodzić przez tak długi czas w samo południe. Trochę kręciło mu się w głowie, a nogi miał jak z waty. Nikola przyszła niecałą minutę później z mokrym ręcznikiem, który szybko położyła mu na kark.
-No pij tą wodę. Jak ci się nie poprawi to trzeba będzie jechać do szpitala.
-Nie ma takiej potrzeby, naprawdę. 
-Daleko stąd mieszkasz? Najlepiej zrobisz, jak teraz się położysz i odpoczniesz. Chodź puki trochę się ochłodziło, mam nadzieję, że nie będzie padać.
-Nie musisz mnie odprowadzać. Dam radę sam. 
Nie chciał jej pokazywać gdzie mieszka. To by było nierozważne z jego strony. Nikola niby wyglądała na osobę godną zaufania, ale ile razy już się tak oszukał. Wziął duży łyk wody, żeby mieć więcej czasu na decyzję. No trudno, najwyżej zmieni miejsce zamieszkania, uznał że to lepsze niż utrata przytomności i wpadnięcie pod samochód. Nie chciał iść do lekarza, bo bał się że nie będzie mógł wziąć udziału w LGP.
-No to chodźmy- dało się zauważyć wyraźną niechęć w jego głosie, ale nie miał wyjścia.
-Tylko zajdę do siebie, żeby odłożyć książki są strasznie ciężkie. No nie rób takiej miny, mieszkam 50 metrów stąd.
Chodź, bo się jeszcze rozpada.
Maciek odłożył ręcznik na stolik, wziął butelkę wody w rękę i ruszył za dziewczyną. Doszli do niewielkiej kamienicy. Nikola otworzyła dziwi i weszła na klatkę niewysokiego bloku. Obróciła się do Maćka i przywołała go dłonią.
-Ty też idziesz, muszę mieć cię na oku, bo nie chcę mieć nikogo na sumieniu.
Weszli schodami na drugie piętro, przy czym mężczyzna robił sobie przerwę co parę schodów. Naprawdę źle się czuł. Kobieta podeszła do drzwi z numerem 4, docisnęła je w odpowiednim miejscu, włożyła klucz w zamek i otworzyła drzwi do swojego mieszkania.
-Prosto i w prawo masz salon, a na lewo kuchnię. Ja idę na chwilę do łazienki, rozgość się.
Maciek wszedł do salonu i usiadł w fotelu, który od razu się zapadł. Widać już teraz, gdzie właścicielka spędza piątkowe wieczory. Rozglądał się po całym pomieszczeniu, choć nie chciał wyjść na wścibskiego, ale cały pokój był bardzo ciekawy, może przez ogromny regał wypełniony do granic możliwości książkami różnego rodzaju. Naprzeciw regału stała kanapa i fotel, na którym siedział. Obok regału dało się zauważyć okno, z którego widać było ulicę. Na środku pokoju stał niewielki stolik. Nic nadzwyczajnego, ale widział w tym miejscu jakiś urok. Zauważył na półce regału pewne zdjęcie, które było ciekawe nie przez samą fotografię, ale przez ramkę. Była ona gruba, drewniana, cała zapełniona różnymi datami i podpisami. Głowa, mimo że przez moment było lepiej, bolała go teraz tak bardzo, że miał mroczki przed oczami. Nikola wróciła z łazienki i się przeraziła. Maciek był cały blady i miał przymknięte powieki. Dziewczyna złapała za telefon.
-Nie powstrzymasz mnie, dzwonię po karetkę. Jak już mówiłam, nie chcę mieć cię na sumieniu.
-Proszę cię, nie rób tego. Naprawdę nie trzeba, muszę odpocząć i będzie lepiej. Chodźmy zanim naprawdę poczuje się źle.
Dziewczyna trzymała telefon  cały czas i nie wiedziała co robić. Uważała, że Maciek zachowuje się jak nierozważny dzieciak. Czy on nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji? Spojrzała w okno, żeby nie musieć patrzeć na niego.  Na dworze właśnie zaczynało padać.
-Teraz na pewno nigdzie nie pójdziemy.
Chłopak spojrzał na nią szczerze przerażony. Mimom ogromnych zawrotów głowy wstał, podszedł do niej złapał ją za ręce. Spojrzał jej prosto w oczy.
-Proszę nie dzwoń, ja i tak się na nic nie zgodzę.
Głos miał słaby, ale stanowczy. Wiedziała, że go nie przekona. Cały czas patrzył jej w oczy, a to niestety działało na nią dość negatywnie, jeżeli chodzi o tą sytuację. W tej płynnej czekoladzie szło się utopić. Nie była w stanie nic mu odpowiedzieć. On też w lepszej się nie znajdował. Po raz pierwszy widział tak zielone oczy. Był pewien, że nikt nie ma podobnych.
-Pada- wyszeptała- nie chce zmoknąć- nie była w stanie powiedzieć nic więcej.
Wiedziony jakąś siłą zbliżył się kilka centymetrów w jej stronę. Nie myślał w ogóle, liczyły się tylko jej oczy. Ona również zbliżyła się do niego. Dłonie zsunął z jej rąk i przeniósł na biodra. Drgnęła, lecz nie zmieniła miejsca, w którym stała. Coś wymagało od niej by stała w miejscu i chociaż normalnie już dałaby komuś po mordzie to nie potrafiła teraz powiedzieć czemu w tym momencie stoi i nawet podoba jej się to co robi młody skoczek. Maciek nie wiedział już czy przyspieszony oddech ma przez ten niby udar, czy przez te oczy cały czas wpatrujące się w jego. Nie mógł się powstrzymać i szybkim ruchem zetknął ich wargi ze sobą. Zarzuciła mu ręce na szyję. Z początku pocałunki były krótkie i raczej niepewne, ale z czasem przedłużały się tak bardzo, że brakowało jej powietrza. Wplotła palce w jego długie, brązowe włosy i gdy pocałunki stawały się zbyt natarczywe delikatnie za nie ciągnęła, wtedy on nieznacznie zwalniał, ale nie na tyle żeby miała czas na jakieś namysły i ucieczkę. Nie potrzebowali ze sobą rozmawiać, żeby wiedzieć co drugie z nich potrzebuje. Chciała żeby doszło do czegoś więcej. Podskoczyła i nogami oplotła go w pasie, a on złapał jej uda pomagając jej się utrzymać. Pocałunkami zszedł niżej na jej szyję, z początku obawiał się, że może na za bardzo się zapędza, ale gdy usłyszał ciche westchnienie tylko nabrał większej pewności siebie. Zaczął się cofać powoli na kanapę. Opadł na nią, tak że dziewczyna teraz siedziała na nim okrakiem. Zdjęła z niego powoli podkoszulek i przejechała ręką wzdłuż paska szortów, zaczęła powoli odpinać zamek. To go otrzeźwiło. Usiadł gwałtownie i złapał dziewczynę za obie dłonie.
-Dość- wyszeptał cicho, stanowczo, ale tak zbolałym głosem, że tylko jeden jej dotyk i znowu zmieniłby zdanie. Na pewno robił to wbrew sobie. Zdjął ją ze swoich kolan i położył obok na kanapie.
-Ehhhhh- warknęła zdenerwowana- człowieku sam zacząłeś, a teraz masz jakiś problem.
Nastąpiła cisza przerywana jego ciężkim oddechem. Za wszelką cenę próbował się uspokoić.
-Żałowałabyś późnej, takie wyskoki nigdy nie kończyły się dobrze.
Odważył się na nią spojrzeć w odpowiedzi dostał zdegustowane spojrzenie.
-Ale mówiłem, że czuje się dobrze.
To stwierdzenie lekko ją rozluźniło, bo parsknęła śmiechem i przewróciła oczami.
-Chyba aż za dobrze. Ubierz się proszę zanim dostanę szału- uśmiechnęła się delikatnie- jak już się dobrze poznaliśmy to chociaż wypijmy herbatę.
-No dobrze.
Poszedł za nią do kuchni i wypił tą proponowaną herbatę, ale mimo tego nie wyszedł z jej mieszkania i nie zapomniał o niej. Rozmawiali ze sobą jeszcze długie godziny, a deszcz jak na złość nie przestawał padać. Około godziny dwudziestej zaproponowała, żeby przenocował u niej. Opierał się, jak tylko mógł, ale ostatecznie się zgodził. Zaprowadziła go do swojego pokoju. Usiadła na łóżku, wzięła laptop na kolana i zaproponowała film. Ułożył się wygodnie obok i oparł głowę o jej ramię. Obejrzeli jeden, później jeszcze jeden film, po czym Maciek zasnął. Nie chcąc go budzić Nikola odłożyła laptop i również poszła spać.
Około godziny szóstej Maciek wstał. Nie wiedział co ma robić. Dziewczyna była fajna, naprawdę miła no i głupio by mu było ja teraz tak zostawiać po tym co stało się wczoraj. Niby do niczego nie doszło, ale czuł się zobowiązany chociaż podziękować jej i zostawić jakikolwiek kontakt.
Ale.. co jeżeli ona jest taka jak wszystkie. Obiecał, że nigdy więcej nie da się skrzywdzić. I miał tej obietnicy dotrzymać. Wstał powoli, żeby nie obudzić dziewczyny, wziął z biurka kawałek kartki i długopis, napisał krótkie dziękuję i odłożył kartkę na stolik obok łóżka. Wyszedł z budynku z myślą, że może z Nikolą już nigdy nie porozmawiać, poczuł niemiłe ukłucie gdzieś w klatce piersiowej, ale zignorował je tłumacząc sobie, ze coś sobie ubzdurał. Wrócił do domu i przez prawie pół roku starał się zapomnieć...
 ...szkoda, że nie wyszło. Tęsknił, sam nie wiedział za czym.


 Umówione miejsce na zbiórkę przed wyjazdem na pierwszy w sezonie konkurs, listopad 2016

Stali już przed autokarem długie pół godziny. Maciek wychodził z siebie starając się uspokoić. Po co Stefan kazał im wszystkim zrywać się o tak nieludzkiej porze jaką była godzina piąta rano, skoro sam się spóźniał? W ogóle to lepiej go było teraz nie denerwować. Ostatnio jego skoki nie były jakieś wybitne i chyba jak co roku nie trafił z formą na początek sezonu. Co za tym idzie? Niepewne miejsce w inauguracyjnej drużynówce i jeszcze więcej powodów do niezadowolenia. Gdy trener w końcu podjechał na parking, wszyscy odetchnęli z ulgą. Zaczęło im się robić coraz bardziej zimno. Szefunio wyszedł z auta i kazał wchodzić do busa, a sam poszedł po swoje walizki. Przez szybę Maciek zauważył, że z auta trenera wychodzi jeszcze jakaś dziewczyna. Miała na sobie kurtkę reprezentacji (co oznaczało, że musi być w sztabie) i całe ręce zapełnione teczkami, z którymi Stefan się nie rozstaje. Wydawała mu się dziwnie znajoma. Weszli do busa. Dziewczyna usiadła za trenerem i kiedy spostrzegła, że będzie siedzieć sama rozłożyła się wygodnie na obu siedzeniach. Na początku podróży Stefan wstał, żeby być dobrze widocznym i przedstawił skład na drużynówkę oraz omówił podstawowe sprawy organizacyjne. Maciek był zadowolony, bo okazało się, że mimo słabych skoków na treningach, trener ma do niego ogromne zaufanie i wyznaczył go do drużynówki.Gdy wydawało mu się, że już skończył przypomniała mu się pewna informacja, którą musi przekazać podopiecznym.
-Do naszego sztabu dołączyła osoba, która będzie zajmowała się pomaganiem mi w tej całej papierkowej robocie i nie tylko. To ona załatwia hotele oraz rezerwuje stocznie na treningi. Z każdym problemem najpierw zgłaszacie się do niej. Chcieliście też psychologa, więc proszę oto i on. Słoweńcom wystarczyła kobieta w sztabie, żeby zaczęli wygrywać, to my nie będziemy gorsi, prawda? Nikola wstań, żeby mogli cię zobaczyć. Nie wstydź się, raczej nie gryzą.
Dziewczyna wstała niepewnie. Spojrzała prosto w Maćkowe oczy.
Może ten sezon nie będzie taki zły...- pomyślał.

***
Po tak długiej przerwie... oto i jestem :) 
Dzień dobry!
Może to i nie jest trzeci rozdział Wiatru pod narty, ale coś nad czym pracowałam bardzo ciężko i jestem z mojego "dzieła" bardzo zadowolona :) 
Ostatnio nawał pracy w szkole, jak i zmęczenie ostro dały mi w kość. Do tego dochodzi fakt, że ostatnio miałam trochę prywatnych problemów, przez co mój humor, a co za tym idzie również wena miały się źle. Ale teraz jest już w początku i dokończyłam #one_shota bez większych problemów. Myślę, że #3 pojawi się jeszcze w tym miesiącu.
Tym razem coś o Macieju Kocie, którego darzę szczególna sympatią ;) Mam nadzieję, że wam się spodoba. 
Popracowałam ostatnio nad tłem bloga i myślę, że w końcu jest tak jak trzeba. Piszcie, czy nie za dużo się na nim dzieje i czy nie przeszkadza w czytaniu. 
O kim chcecie następny #one_shot? ;)
Dziękuję za wszystkie wyświetlenia i za te trzy, cztery osoby  które regularnie wchodzą na bloga ;) widzę was, ale czekam w dalszym ciągu na wasze komentarze :D
Pozderki od Werki xd ;) (normalnie tak nie mówię) Do przeczytania :* <3 



sobota, 9 kwietnia 2016

2. Zostań tu.




~Zostań tu - choć na chwilę
Zostań tu - daj mi siłę
Bym ocalił dzień
Pełen wiary wkroczył w nocy czerń
Nim świt rozdzieli nas
Zostań tu - choć na chwilę
Zostań tu - daj mi siłę
Bym ocalił dzień
Pełen wiary wkroczył w nocy czerń~

I po co mi było zgrywanie wyluzowanego. W tamtym momencie nie wiedziałem o co ją pytać, ale już w przyszłości miałem się dowiedzieć, że nawet za tą ciszę z nią jestem w stanie zrobić wszystko. Dziękowałem niebiosom, gdy pierwsza zaczęła rozmowę.
-Jak tak właściwie masz na imię? -spojrzałem zdziwiony w jej kierunku. 

Czy to możliwe, że mnie nie kojarzyła. Nie chce tu teraz wyjść na jakiegoś egocentryka, ale po wczorajszej, największej porażce mojego życia słoweńskie media trąbią tylko o tym.
Zerknęła leniwie w moją stronę i uśmiechnęła się pod nosem.
-Nie no... zgrywam się. Wiem kim jesteś, ale chciałam jakoś rozpocząć rozmowę- widząc moje zmieszane spojrzenie cicho się zaśmiała.
Ogarnąłem się i odpowiedziałem.
-A ty jak masz na imię?
-Dagmara Smith, ale nie mów tak na mnie. Wszyscy mówią mi Daga.
-Mało słoweńskie imię. Skąd jesteś?
-Z Polski. Nie sugeruj  się nazwiskiem. moi rodzice są polakami. Z ta różnicą ze biologicznego ojca mogę jedynie nazwać dawcą nasienia. Porzucił mnie i moją mamę gdy miałam z dwa miesiące. Nie długo po tym moja mama związała się z Niemcem polskiego pochodzenia stąd moje nazwisko. Olivier jest moim prawdziwym ojcem- mówiła to bez zająknienia. Jakby ten fakt z jej życia był czymś mało ważnym, tak jak na przykład ulubiony kolor. Chciałbym być tak otwarty dla ludzi.

Szliśmy w ciszy około pięciu minut. Do sklepu zostało z dwieście metrów. Nie spieszyliśmy się. Postanowiłem dowiedzieć się o niej czegoś więcej.
-Skąd tak dobrze znasz słoweński?
-Siostra mojej mamy wyszła za Słoweńca. To właśnie u nich teraz spędzam wakacje. Nikt mi nie kazał się go uczyć, ale idąc na studia, potrzebowałam znać jak najwięcej języków. Najprostszym rozwiązaniem było więc wybranie tych, do których miałam łatwy dostęp.
-Co studiujesz?
-Dziennikarstwo. To znaczy przerwałam na trzecim roku z powodów zdrowotnych i jakoś nie chce mi się ich kontynuować.
-Na ile przyjechałaś?
-Aż wypocznę. Na razie nie mam planów na nic. Ani na prace, ani na to gdzie wynająć mieszkanie, ani na to co kupić w tym sklepie.

Gdyby o nim nie wspomniała nie zorientowałbym się ze już doszliśmy. Weszliśmy do sklepu. Był to nie wielki ale wyposażony we wszystko co potrzebne sklepik osiedlowy. Rozeszliśmy się w rożne działy. Ja poszedłem ku napojom. Wziąłem do reki małą butelkę wody mineralnej i aspirynę na jutro. Tak jakby Jurij zapomniał się w nią wyposażyć. Zobaczyłem, że Dagmara idzie do kasy z trzema paczkami żelków Haribo i dwoma butelkami soku pomidorowego. Gdy już wyszliśmy  przed sklep, a ona zatrzymała się żeby otworzyć żelki znowu postanowiłem przerwać cisze.
-Po co ci te czerwone paskudztwo?- aż wzdrygnąłem się na ten widok.

-To mój ulubiony sok... no i Frugo zielone, ale tylko to pijam z tych sztuczno barwionych chemikaliów- skrzywiła się teatralnie i wzięła garść żelków z paczki. Nie pytała, nie patrzyła na mnie i zdawała się ignorować mnie totalnie. Do połowy drogi królowała cisza.
-Ty już zrobiłeś ze mną "wywiad"- na słowo wywiad dała specjalny nacisk-  teraz moja kolej- jej uśmiech sprawia, że tracę grunt pod nogami. Jest niepowtarzalny i nie do podrobienia. Cała ona wyglądała na naprawdę delikatną i niepewną, ale gdy się uśmiechała to tak jakbym widział jej drugie wcielenie. 
-No dobra. Pytaj o co chcesz.
-Żebyś tego nie żałował, no ale jeżeli się zgodziłeś oto pierwsze pytanie- wzięła sok pomidorowy w rękę, tak jakby trzymała mikrofon i przystawiła mi go to twarzy- jak bardzo jesteś zły za ostatni konkurs?- i w tym momencie sobie uświadomiłem, że już pożałowałem tego na co się zgodziłem- tylko szczerze. 
-A weź mnie zapytaj o ulubiony kolor czy coś- nie powiem, że się nie wkurzyłem.- Czemu gdy kogoś poznaję, ta osoba pyta się tylko o to co robię, a nie o to jaki jestem, co lubię, czy interesuje się czymś innym niż skoki. Ludzie nie postrzegają mnie jż jako Petera Prevca, młodego chłopaka, którego te zainteresowanie wokół niego zaczyna przerastać. Ludzie postrzegają mnie jako tego wiecznie drugiego skoczka. Ja nie mam imienia. Ja jestem ten drugi- przyśpieszyłem kroku. 
Nie miałem zamiaru kontynuować tej rozmowy.
-Przepraszam to miał być żart- słyszałem jej głos z za pleców, ale nawet nie zwolniłem kroku.
-Nie wyszedł. Myślę, że już się nie zgubisz w tej okolicy- rzuciłem przez ramię i wściekły wszedłem na posesję Tepesów. 
Swoje kroki od razu skierowałem na taras z tyłu domu. Jurij miał przecież przygotowywać imprezę. Ciężko opadłem na wiklinowy fotel na tarasie. Zerknął na mnie zza góry talerzy, którą niósł. Westchnął poirytowany i spojrzał znacząco w moją stronę. 
-Och, rozumiem, że podryw nie wypalił, ale nie wyżywaj się na mnie chyba, że chcesz siedzieć ze mną na ostrym dyżurze.
Spojrzałem pytająco w jego stronę. Co ja wróżka jestem?
-O co ci chodzi?- no i się wyżywam. 
-Zostawiłeś mnie na bite pół godziny wiedząc, że jestem ofiarą losu. W czasie, w którym ty bajerowałeś jakąś lasie, ja zdążyłem już odwalić jedną czwartą  roboty, rozbić pięć talerzy i skaleczyć się trzy razy. I nie chcę ci nic sugerować, ale jak już tu jesteś to byś pomógł zanim rozbiję kolejny talerz i przebiję sobie tętnicę- i o co ten bulwers.
-Jakoś nie byłeś ofiarą losu gdy wygrywałeś w Planicy i zabrałeś- przerwałem sam zdziwiony tym co powiedziałem- przepraszam. 
Podszedłem do niego i wziąłem połowę zastawy. 
-Gdzie położyć?
Wskazał miejsce i skierował się z powrotem do kuchni. 
-Za godzinę powinni się zacząć schodzić goście. Pośpieszmy się- wyglądał na przybitego- przecież wiesz jak by to wyglądało. I naprawdę myślisz, ze to tylko i wyłącznie moja wina? Dobra, koniec. Nie mam ochoty o tym gadać. 
Czułem się strasznie głupio, bo przecież to nie jest jego wina. Powinienem winić siebie. 
Nie gadaliśmy z Jurijem aż do połowy imprezy... Czyli do momentu, kiedy byłem jeszcze trzeźwy, a później to nikomu już nic nie pamiętałem. Niestety imprezę do godziny około godziny drugiej w nocy pamiętam, a wielka szkoda, bo wolałbym nie pamiętać niczego. Po domu Jurija przewijali się różni ludzie, zaczynając od naszej kadry, kończąc na osobach, których sam Jurij nie do końca kojarzył.
Alkohol działa na ludzi różnie. Istnieją ludzie, którzy pod wpływem procentów są wyluzowani, agresywni, potulni jak baranki, mili dla wszystkich lub zachowują się podobnie do perliczek w okresie godowym. Ja zaliczam się do wszystkich tych grup bez wyjątku. W sumie to impreza byłaby mniej tragiczna w skutkach... a zresztą co ja będę pierdolił bez sensu po prostu wam przytoczę ten dialog, w którym niestety miałem nieprzyjemność brać udział.

-A czy wy wiecie, że Peter dzisiaj dostał kosza od panienki?- nie no dzięki przyjacielu.
-Peter gadał z jakąś lasią?- Robi, kumplu ty też?- Czemu mnie to nie dziwi...- nie mogłem przecież bezczynnie słuchać jak się ze mnie nabijają.
-To ja jej dałem kosza, po prostu mnie wkurzyła. 
-No a co takiego zrobiła?
-Zaczęła naszą rozmowę od pytania o skoki- jedyne co po tym usłyszałem to gromki śmiech.
-Stary, ona na ciebie leci- dla moich dwóch szarych komórek to było za dużo informacji.
-Ale, że co?
-Chciała zagadać o tym co lubisz najbardziej. Prawdopodobnie sama się trochę na tym zna, jeżeli sama zagadała.- Jurij nie przepuścił bez komentarza.
-Ale jeżeli już ją spławiłeś no to trudno- Robi mnie podpuszczał. Szkoda, że ja się tego wtedy nie domyśliłem.
-Nic straconego, mieszka gdzieś tu niedaleko- jaki ja byłem głupi...
-Nie byłbyś w stanie wyrwać jakiejkolwiek laski, a chcesz się rzucać na tą, której dałeś kosza? Nie dałbyś rady- Hvala... no tak... on też tam był, chociaż byłem z tego średnio zadowolony- tylko mi jej nie przedstawiaj, bo znowu cię ubiegnę- a to akurat długa historia. Wkurzył  mnie tym gadaniem no to powiedziałem to, co powiedziałem i już nie było odwrotu. 
-A założysz się?
Zapadła cisza, która była przerywana tylko szczękiem butelki whisky, którą bawił się Jurij. Sam Jurij wydawał się być dziwnie spokojny i trzeźwy.
-Jasne. Do końca TCS przyszłego sezonu masz zaliczyć tą panienkę, ale jeśli przegrasz to sam przed kamerami powiesz, ze jesteś gejem i zakochałeś się w no nie wiem w kim, ale coś wymyślę.
-A co jak wygram? 
-Wybierz sobie coś, jestem pewny, że nie dasz rady. 
-Powiesz jej prawdę... 
-Bez problemu, najpierw musisz wygrać.
Wyciągnął dłoń do mnie, już miałem ją chwycić, ale usłyszałem chrząknięcie. Zwróciłem głowę w stronę mojego kumpla .
-Nie rób tego, to głupi pomysł. Nie zniżaj się do jego poziomu. Z resztą dziewczyna jest niewinna- zawsze mi to robił. Grał na moim sumieniu, dobrze wiedział, że nie znoszę krzywdzić innych, ale chyba nie spodziewał się, że jestem tak podpity na jakiego wyglądam... 
Nie myśląc długo złapałem za dłoń Jaki, po czym kiwnąłem na Jurija. On ceremonialnie przeciął zakład. Hvala wyraźnie zadowolony wstał i z wrednym uśmieszkiem oświadczył, że idzie do swojej dziewczyny. Już nie długo będą razem, muszę tylko wygrać i on jej powie prawdę. Po całym zdarzeniu atmosfera wyraźnie siadła. Nie chciałem siedzieć pod ostrzałem pouczającego spojrzenia mojego kumpla. Gwałtownie wstałem ze swojego miejsca trącając przy okazji puszkę po piwie. Przeszedłem z tarasu do kuchni i sięgnąłem po butelkę jakiegoś alkoholu. Może Jurij ma rację i wcale nie chcę tego robić. Wyszedłem przed dom i ruszyłem na spacer. Było już parę minut po północy, więc nie bałem się, że ktoś mnie zobaczy, czy zrobi zdjęcie, chociaż powinienemSzedłem już dobry kilometr, i postanowiłem wracać, no i płynu w butelce, którego tak bardzo potrzebowałem, strasznie szybko ubywało. Wrócić postanowiłem skrótem pomiędzy działkami. Przechodząc bardzo blisko jednego z płotów usłyszałem charakterystyczny dźwięk. Spojrzałem w stronę, z której ten dźwięk dochodził. Tak jak myślałem, ktoś skakał na trampolinie. I to nie jakiś zwykły ktoś, a mianowicie moja nowa znajoma. Miała na sobie sportowe dresy w kolorze jasnozielonym (Domen powiedziałby, że to miętowy) i białą bokserkę. Nie musiałem się bać, że mnie usłyszy, bo słuchała muzyki przez słuchawki. Z resztą była jakby w swoim świecie. Trampolina była sporych rozmiarów, co ona dobrze wykorzystywała. Salta, przewroty, piruety w powietrzu... kurde, ja tak nie umiem. Może kumple maja rację i niepotrzebnie się oburzyłem. Mówiła, że studiowała dziennikarstwo, a z naturą nie wygrasz. Trzeba ją będzie wkręcić jakoś w kadrę, albo zdobyć numer. Wiem, że zachowuję się jak nieszanujący kobiet dupek, ale przecież nie jest odgórnie powiedziane, że ja nie myślę o niej poważnie. Postanowiłem się zbierać, gdy poczułem wibrację telefonu. Nawet go nie wyjąłem, żeby sprawdzić kto to. Dobrze wiem, że to Jurij zaczął się martwić. Dopiłem resztki alkoholu i ruszyłem na dalszą część imprezy. Mogę ją opisać tak: więcej rzeczy nie pamiętam, za wszystkie serdecznie żałuję i proszę nie wierz w to, że debil na tych filmikach z telefonu Jurija to ja. 

*** 

Cześć i czołem! Oto jest numer dwa (który nie do końca mi się podoba no ale trudno)!
Jest to raczej jeden z tych rozdziałów jeszcze wprowadzających, ale chyba trochę się dzieje i nie przynudza :). Do końca egzaminów gimnazjalnych nie liczcie na #3, po prostu nie znajdę na to czasu. Może dam radę skończyć #one_shota, którego już zaczęłam, ale nic nie obiecuję. 
Życzcie mi powodzonka :D
Papatki i buziaki :*** 







sobota, 2 kwietnia 2016

(przykre) INFO #1

***
Nie wiem jak zacząć, ale może po prostu opiszę sytuację w jakiej się znalazłam. Wczoraj postanowiłam, że w końcu wstawię rozdział drugi... Niestety miałam jakieś problemy z blogerem. Mi wyświetlało na pulpicie głównym, że notka wstawiona, a na blogu jej nie było. Pomyślałam sobie później to ogarnę teraz nie mam czasu. Na FB, na pewnej grupie udostępniłam link do swojego bloga i zapytałam się czy ktoś mógłby polecić jakiś swój blog lub jakikolwiek. W komentarzach znalazłam link na bloga o Peterze Prevcu. 
Czytając tegoż to bloga uznałam, ze kojarzę gdzieś ten styl pisania. Gdy czytałam 1 rozdział tego bloga krew się we mnie zagotowała, ponieważ znalazłam w nim ZDANIA Z MOJEGO BLOGA PRZEPISANE KROPKA W KROPKĘ. Mało tego ZOSTAŁ TAM TEŻ ZAPOŻYCZONY MÓJ POMYSŁ O IMPREZIE I SZUKANIU DZIEWCZYNY DLA PETERA. Nie byłabym może taka zła i smutna, gdyby dziewczyna napisała, że inspirowała się taką i taką blogerką z tego i tego bloga. Nie byłabym może taka zła gdyby ta dziewczyna napisała do mnie w wiadomości prywatnej np.coś w stylu, że spodobał jej się ten i ten fragment i czy mogłaby go użyć. Szczerze... nie odmówiłabym, poprosiłabym jedynie o udostępnienie linku do mojego bloga w notce.
Niech mi ktoś wytłumaczy jak tak można?! 
To jest coś czemu poświęcam swój wolny czas, coś nad czym pracuję, coś co staram się ciągle udoskonalać, a ktoś to sobie od tak bierze. 
Czy jestem zła? Tak.
Czy jestem smutna? Bardzo...
Zastanawiam się czy ludzie na tym świecie mają jeszcze jakieś zasady moralne... 
Ehhhh.... 
Nie będę udostępniać tutaj linka do bloga tej dziewczyny, myślę, że załatwię to sama... a puki tego nie załatwię, myślę, że nic się na tym blogu oprócz #one_shotów nie pojawi. 
Dziękuję, że jesteś na tym blogu i to czytasz :) Same wyświetlenia dają mi ogromną motywację, ale chciałabym też poznać twoje zdanie na ten temat. Więc pisz co myślisz. 
Do przeczytania, pozdrowienia :) :* 
Werciak 

***
 
PS. To zdjęcie wymiata xd

poniedziałek, 28 marca 2016

Coś czego miało nie być, ale mi się nudziło... #Domen_Prevc

Wyobraźcie sobie taką sytuację:
PŚ w skokach narciarskich...
Wisła...
Hotel...
A mianowicie schody...


Po skończonym konkursie, kiedy wróciliśmy już że skoczni, naturalnym było, że będę chciał w końcu odpocząć... zwłaszcza po nieudanym konkursie. Co robiłem na schodach jeżeli w budynku była winda? Otóż nie starczyło dla mnie miejsca... Co z tego, że wszedłem do niej pierwszy, jeżeli dla jednego z nas zabrakło miejsca, bo że niby Peter miałby iść schodami? Nasz BOHATER NARODOWY? No jak tak można... to wysłali mnie... bo mam "młodsze" i nie zmęczone nogi. Gdy nasza GWIAZDA ma zły humor to nikt nie pamięta, że ja też skacze w tej kadrze. Czekaj tylko braciszku aż do domu wrócimy. Namówię siostrzyczki żeby poćwiczyły do zawodu... fryzjera... oczywiście gdy będziesz spał. Sam im podam nożyczki. Nasze pokoje są na trzecim piętrze, więc uznałem, że na drugi kurs nie będę czekał i pójdę tymi pieprzonymi schodami. Wziąłem swoją torbę (chociaż mogli ją wziąć ze sobą, naprawdę bym się nie obraził) i ruszyłem. Będąc już na schodach z drugiego na trzecie piętro zobaczyłem że schodzi nimi dziewczyna. Była niska i miała dość długie rude włosy, którymi zrobiła "kurtynę" zasłaniającą jej twarz. Odsunęła mi się boczna kieszonka w torbie i wypadła z niej rękawica. Oczywiście nie spadła przy moich stopach... nie, bo po co mi ułatwiać życie... sturlała się na samo drugie piętro. Odłożyłem torbę i poszedłem po nią. Gdy byłem już w połowie drogi do torby zobaczyłem jak ta dziewczyna potyka się o nią i traci równowagę. Jednym susem pokonałem cztery stopnie. Złapałem ją tuż przed zderzeniem z ostrym kantem schodka przez co sam zacząłem tracić równowagę. Chwyciłem się poręczy i powoli zaczynałem kontrolować sytuację. I nadal miałem w ręce tą cholerą rękawicę (a jednak coś tego dnia mi wyszło). Dziewczyna wydawała się być bardziej zszokowana niż ja. Gdy włosy delikatnie opadły z jej twarzy zauważyłem, że ma zaczerwienione i podpuchnięte oczy. Pewnie płakała i dlatego nie zauważyła torby (nie no Domen jak na to wpadłeś?).
-Wszystko w porządku?- zapytałem w pierwszym odruchu w moim ojczystym języku, ale zaraz się poprawiłem i przetłumaczyłem na angielski, który swoją drogą jest tak słaby jak skoki Stocha w tym roku (a tak liczyłem, że utrze nosa Peterowi). Cały czas leżała na mojej ręce.
-Chyba tak- odpowiedziała tak cicho, że ledwie ją usłyszałem.
Po tych słowach powoli wstała, ale od razu z grymasem bólu złapała się poręczy i z moją pomocą usiadła.
-Kurwa- jest z Polski- chyba coś sobie zrobiłam w kostkę. Co za debil zostawił na środku schodów torbę...
-Ej! Nie jest na środku okej? Jest z boku. To ty chodzisz nieuważnie, jakbyś uważała zamiast...- przerwałem swój wywód gdy schowała twarz w swoich dłoniach- to znaczy... przecież nic się poważnego nie stało- usłyszałem jej szloch- no pięknie.
-Zostaw mnie! Nie chcę z nikim gadać...
-Ej no nie płacz. To pewnie tylko zwichnięcie. Tydzień i po krzyku... serio. I przecież ja też się już nie denerwuję. Przepraszam, że na ciebie krzyczałem. Przepraszam, wiem że tak się nie robi.
Usiadłem obok niej na tym durnym schodku i zastanawiałem się co mam zrobić, najzwyczajniej zwiać i udać, że jej nigdy nie spotkałem czy zostać z nią i czuć się niezręcznie. Siedziałem jak ten debil chyba z 5 minut.Po tym czasie zacząłem się czuć jeszcze bardziej niezręcznie niż wcześniej, bo ona wciąż płakała. Nie miałem do tej pory styczności z jakimś tabunem kobiet (dziewczyn Domen, zapominasz, że wciąż masz te naście lat, czy jak?) i nie mam pojęcia jak się zachować w takich sytuacjach. Ale musiałem coś zrobić, żeby nie tkwić tam wiecznie, więc objąłem ją ramieniem. Nie spodziewałem się, że ona wtuli się we mnie i zacznie zanosić się jeszcze większym płaczem (nie wiedziałem, że to w ogóle możliwe), ale po paru(nastu) minutach się uspokoiła. Powoli się ode mnie odsunęła i wyszeptała ciche przepraszam 
-Nie masz za co przepraszać. To ja jeszcze raz przepraszam, nie powinienem zostawiać tutaj tej torby.- co nie zmienia faktu, że przez ciebie spędzam wolny czas na schodach, chociaż powinienem być dawno w łóżku- Mogę chociaż wiedzieć czemu jesteś taka... no... nie w najlepszym humorze?- Ha! Wybrnąłem! Brawo ja! (No co? Chwytliwe hasło).
-Zrobiłam coś złego.
-Proszę cię. Każdy popełnia błędy.
Spojrzała na mnie tymi podpuchniętymi oczami. Nie wiem czy to dobrze o mnie świadczy, ale dla mnie wyglądała przeuroczo i tak bezradnie. Do tego ubrana była w porozciągany wełniany sweter. Przypominała mi wtedy porzuconego szczeniaczka, który prosi, żeby go tylko przygarnąć.
-Ale nie takie! Nie wiesz o co chodzi to się nie odzywaj!
-Ej. Spokojnie, chcę pomóc. Może jak się wygadasz to poczujesz się lepiej- nie myślcie, że sam to wymyśliłem. Nasz kadrowy psycholog zawsze tak do mnie mówi, gdy podnoszę głos.
-Myślisz?
-Yhm. No dawaj. Nie masz się czego bać i tak się więcej pewnie nie spotkamy.
-Uciekłam z domu.- powiedziała to szybko na jednym wydechu.
-Czemu?- Zdziwiłem się, bo przecież nawet jeżeli ja mam z Peterem i Cene jesień średniowiecza to nigdy nie myślałem o ucieczce.
-Oni mi nie wierzą. Myślą, że wymyślam żeby zwrócić na siebie uwagę. Przy naszym ostatnim spotkaniu matka zwyzywała mnie od dziwek. Ale może ona ma rację- oczy znowu jej się zaszkliły- on też tak mówił.
-Kto mówił co?
-Narzeczony mojej starszej siostry. W ogóle to ona jest taka wspaniała. Ładna, wygadana, z osiągnięciami, ma dom, ma faceta, ma rodziców. Jej zawsze wierzą. Jej i Fabianowi. Nie ważne co powiem i tak zawsze wszystko to moja wina. Mi nie uwierzyli, więc uciekłam.
-W co ci nie uwierzyli?- sprawa zaczynała mu się coraz bardziej nie podobać.
-On mnie pobił i zgwałcił- krew się we mnie zagotowała. Jakim trzeba być chujem żeby zrobić coś takiego? Nie przetrwałem jej, a ona nie czekała na jakiś komentarz.- powiedziałam im o tym. Nie uwierzyli mi i przekazali wszystko Fabianowi. Wmówił im, że robię to na złość im. Uwierzyli mu, a nie własnej córce. Miałam dość tych gardzących spojrzeń. Przy ostatniej kłótni krzyknęłam, że mam dość i uciekam. Powiedzieli, że nawet mnie nie będą szukać.
Zapadła cisza przerywana tylko jej cichym płaczem. Nie wiedziałem co robić. Wstałem założyłem torbę na ramię i podałem jej rękę.
-Chodź nie będziemy siedzieć na schodach.
-Nie chcę robić więcej problemów.
-Kobieto nie denerwuj mnie i chodź.
Pomogłem jej się ponieść i przejść do mojego pokoju. Peter zrobił dziwną minę, ale nic nie powiedział. Nigdy z nim pokoju nie miałem, ale się chyba z Jurijem posprzeczał, więc ja tu nic do gadania nie miałem. Wskazałem jej moje łóżko, na którym usiadła. Otworzyłem walizkę i wyjąłem sprej na stłuczenia. Usiadłem obok niej na podłodze i sięgnąłem do jej kostki, którą gwałtownie odsunęła.
-Przecież nic ci nie zrobię i dobrze o trym wiesz.
-Przepraszam nie panuję nad tym.
-A to na schodach?
-Nie miałam siły, to był taki odruch bezworunkowy.
Delikatnie zdjąłem jej but i skarpetkę. Zaśmiałem się cicho pod nosem.
-I z czego się brechtasz?
-Masz śmieszne skarpetki.
-Czemu?- uśmiechnęła się pod nosem.
-Masz skarpetki w liściach marihuany, dla mnie to jest śmieszne.
-Próbowałeś?- zobaczyłem jak Peter obracana głowę w nasza stronę.
-Nie.- spojrzała mi w oczy i już wiedziałem, że wie jaka jest prawda. Nie oceniaj ok? Nie jestem uzależniony przecież, a to i tak był tylko jeden raz na imprezie kumpla pod presją otoczenia. Miałem coś jeszcze dopowiedzieć, ale ktoś mi się wciął...
-Jak masz na imię?- aż podskoczyłem, gdy się odezwał. Chyba pierwszy raz w tym miesiącu. Tak to tylko skupiony i w swoim świecie.
-Katrina. Wiem dziwne imię.- uśmiechnęła się do niego niepewnie.
-Na pewno nie dziwniejsze niż Domen. Pasujecie do siebie.- ostatnie zdanie powiedział po słoweńsku, w moim kierunku.
-O co ci chodzi?
Wstałem z podłogi i usiadłem obok niej. Czekałem na odpowiedź Petera, a w głowie już szykowałem jakaś ripostę.
-Weź od niej numer, chociaż wygląda na starszą to może ja się nią zainteresuję?- o to, to nie. Pierwszy ją zobaczyłem. 
-Ej nie rób mi tego, skąd wiesz, że jest starsza?- nie miałem zamiaru się poddać.
-No tylko spójrz na jej cycki- wygrał. Spojrzałem się.
-Domen, ja nie chcę być niemiła, ale zaczynam się trochę bać. Najpierw gadacie coś w jakimś dziwnym języku, a teraz patrzysz mi się w piersi. Widzę, że z nogą już jest lepiej, spadam do siebie do pokoju.
-Nie, proszę. Zostań jeszcze trochę- nie rozumiałem siebie i swojego zachowania.
-Jest już późno, a ty na pewno jesteś zmęczony. Przepraszam i dziękuję za wszystko- uśmiechnęła się promiennie i skierowała do wyjścia.
-Za co mi dziękujesz?
-Za rozmowę. Chyba jako pierwszy nie użalałeś się nade mną, ani nie gardziłeś mną, a tym bardziej nie próbowałeś zrozumieć. Po prostu byłeś, dziękuję.
Po tych słowach wyszła, nie czekając na moją odpowiedź. Miałem ochotę za nią pobiec, ale wiedziałem, że to nie ma większego sensu. Peter tylko prychnął śmiechem.
-Później będziesz tego żałował, zobaczysz.
-Powiedziałeś już Dagmarze?- nadal uważałem, że na nią nie zasługiwał, ale ona nawet nie była niczego świadoma. Czasami miałem ochotę ją uświadomić.
-Nie, jutro to zrobię- yhmmmmmm.
-Mówisz tak od miesiąca. Peter nie ważne kiedy to powiesz i tak ją to zaboli.
Nie odpowiedział na to, tylko wstał i poszedł do łazienki. Usłyszałem szum płynącej wody. Mogłem się domyślić. Po 30 minutach (co on tam robił?) wyszedł cały czerwony, zawsze żeby się zrelaksować kąpie się we wrzątku. Jego to niby to uspokaja, no ale bez przesady.
-A krem do opalania wziąłeś?
Uciszył mnie spojrzeniem, powiedział dobranoc, rzucił się na łózko i poszedł spać. Długo nie siedziałem i zrobiłem to samo, w końcu nazajutrz czekał mnie konkurs.

Od samego rana słyszałem tylko tyle, że pogoda jest fatalna i na pewno nie poskaczemy, ale starałem się tego nie dopuszczać do siebie, żeby nie stracić mojego bojowego nastawienia. Pakując torbę na skocznie zauważyłem brak pewnej rzeczy. A mianowicie tej pieprzonej rękawiczki. Musiałem jej nie zabrać ze schodów. Wyśmiejecie mnie w tym momencie, ale były to moje szczęśliwe rękawice. Niby nic, ale dla mnie ważne. Jako, że już nie miałem czasu na poszukiwania, wziąłem zapasową parę i ruszyłem z ekipą na skocznie. Całość podsumuję tak... posiedzieli, zobaczyli i wrócili. Średnio zadowolony z życia wracałem do hotelu, lecz gdy tylko zobaczyłem drzwi od pokoju rozweseliłem się jak Jurij widzący dobrą dupę. Na klamce drzwi znajdowała się moja rękawica. Wziąłem ją w rękę, i zauważyłem kartkę w środku. Rozłożyłem ją i ujrzałem rząd dziewięciu cyferek i adres mailowy. Całość była podpisana imieniem mojej znajomej ze schodów. Czemu to wspominam? Otóż jutro mija miesiąc odkąd jesteśmy razem. Wiem już chyba o tej pokrace co łazić po schodach nie umie wszystko. Jest starsza o rok, ma uczulenie na truskawki, jest uzależniona od miętowej gumy Orbit i śpi w mojej koszulce. Wiem, że to nie jest też głupie zauroczenie. Niestety jest to miłość na odległość. Spotkamy się najprędzej w czerwcu, a ponieważ nie chciałem czekać z prezentem do wakacji to wysłałem go pocztą. Pani na poczcie dziwnie się na mnie patrzyła, ale w sumie miała rację. Bo powiedzcie mi kto normalny wysyła pocztą poobdzierane, narciarskie rękawice. Tak pakowałem na szybko przed okienkiem, ale co poradzisz... taki już jestem.

***
Cześć i czołem!
Przepraszam, ze tak długo tu nic nie było... ale okazało się, że trzecia gim. to jednak nie jest taka prosta sprawa (xd).
Nie, nie jest to kontynuacja, chociaż jest to lekki spojler, tego co będzie :)
Przepraszam, za wszystkie błędy, większa część tego tekstu była pisana na telefonie w czasie przerw szkolnych itp. (Piszcie, gdy jakieś zobaczycie)
Takich notek może być więcej, to zależy od tego co mi wpadnie do głowy. 

Chciałabym wam złożyć też takie lekko spóźni ne życzenia... także WESOŁYCH ŚWIĄT!!!
Chyba to wszystko także to tyle :) 
PS. Za parę dni pojawi się numer dwa głównej historii bloga. 

sobota, 20 lutego 2016

1. Siedem tajemnic




~Jest 7 rzeczy których nie wiecie o mężczyznach
o pokręconych drogach o nieotwartych listach
o starych, dobrych przyjaźniach,poddanych próbą
~



Historia rozpoczyna się tego feralnego dnia...
23.03.2015 
Leżąc już na łóżku w swoim pokoju powoli zaczynam odczuwać pierwsze oznaki zmęczenia sezonem. Głownie te psychiczne, ale myślę, że to normalne. Przecież skoki zajmowały moją głowę całkowicie przez ponad dobre pół roku. Czasami wydaje mi się, że omija mnie prawdziwe życie młodego człowieka. Zwłaszcza teraz, kiedy potraktowano mnie tak niesprawiedliwie. W takich momentach wydaje mi się, że to co robię nie ma sensu. Dlatego niesamowicie się cieszę, mam dwa tygodnie wolego, które chcę wykorzystać tylko dla siebie. 
Jurij organizuje dziś imprezę na zakończenie sezonu dla całej kadry. Kazał koniecznie przyprowadzić kogoś ze sobą. Phi! Dobrze wie, że nikogo nie mam. Ostatnią dziewczynę miałem chyba w gimnazjum. Wiem, że nie mam się czym chwalić, ale akurat to mi nie przeszkadza. Mogę się skupiać na skokach bez poczucia winy, że nie poświęcam swojej drugiej połówce tyle czasu ile trzeba. Ale Jurij nie odpuszcza i za wszelką cenę próbuje mi kogoś znaleźć, dlatego się nie zdziwię, jeżeli znowu będzie kazał mi spędzić całą imprezę z plastikopodobnym czymś. Więc na imprezę pójdę jedynie z wymuszonej grzeczności. Nie rozumiem też pewnej sprawy. A konkretnie tego, że mój kumpel sam nikogo nie ma, więc czemu to on najbardziej po mnie ciśnie?
Około godziny 16:00 wpakowałem swój zgrabny (nie wierzysz?) tyłek do auta i ruszyłem drogą. Nie żebym nie lubił jeździć, ale po setkach godzin w sezonie spędzonych w aucie mam do samochodów wstręt. Rozsądniej bym zrobił jakbym dzisiaj rano ruszył z przysłowiowego buta (nie bałbym się wracać do domu po piwie), a tak to jestem zmuszony do zostania u Jurija na noc. Nie byłoby tak źle gdyby mój przyjaciel nie mieszkał jeszcze z rodzicami (nie żebym go pouczał, przecież sam własnego mieszkania nie mam). Nie chodzi tu o panią Tepes, która jest naprawdę spoko, ale o pana Mirana, który swoją drogą zawsze patrzył na mnie jak na przestępce. Może to przez to, że podczas mojego pierwszego spotkania u kumpla, zbiłem mu szklaną statuetkę od FISu. Sam nie wiem o co się tu boczyć... Tani szajs, to nie moja wina, to szkło było za kruche! W każdym razie nie dogaduje się z jego ojcem i nie zanosi się na to, żeby mogło to się zmienić. 
Zajechałem dokładnie o 16:30. Jurij prosił żebym mu pomógł, więc przyjechałem wcześniej. Mieszka w dość dużym domu z ogromnym ogrodem na obrzeżach miasta. Przed domem zobaczyłem wypasionego ścigacza. Zapewne mój przyjaciel postanowił sobie zrobić dość szybko nagrodę za wygrany konkurs. 
Podszedłem do drzwi frontowych i nacisnąłem przycisk, odpowiadający za włączenie dzwonka. Słyszałem jak ktoś głośno się wydarł:
-Nie wstawaj, to do mnie!- zakładam, że to mój kulturalny przyjaciel.
Zobaczyłem jak drzwi ustępują a z za nich powoli wygląda rozczochrana, blond głowa Jurija.
-Siema młody!- chyba ogłuchłem.
-Siema tumanie! Czy w twoim posiadaniu znajduje się coś takiego jak grzebień? Bo wyglądasz jakbyś dał robić za fryzjera moim dwóm siostrom. I ile razy mam ci mówić żebyś nie mówił do mnie młody! Czasy,  w których byłem najmłodszy w kadrze już dawno się skończyły. - a propo bycia najmłodszym w kadrze, to nie wspominam tego dobrze. Przez około rok od powołania do kadry A robiłem za popychadło. Peter przynieś to, przynieś tamto... i tak w bez końca. 
-Nie przestanę tak do ciebie mówić, chyba że znajdziesz dziewczynę.- a ten znowu swoje- Wchodź.  Rodzice zaraz wyruszają na lotnisko, dlatego nie będzie ich na imprezie. Przeszkadza ci, że jeszcze tu są?- tak bardzo! Przechodząc przez próg poczułem dość mocno pewien charakterystyczny zapach.
-Ależ skąd! Czy ja czuję szarlotkę twojej mamy? 
Nie jestem jakiś łasy na słodycze, muszę przecież dbać o formę, ale szarlotka to jedyne na co jestem w stanie się skusić. Od razu pokierowałem swoje kroki do kuchni. Słyszałem jeszcze Jurija, który chyba coś wspominał, że to na imprezę i ze mam nie ruszać, ale czy ktoś zauważy brak jednego kawałka? Mój przyjaciel poinformował mnie jeszcze, że idzie do łazienki ogarnąć te nieszczęsne włosy. Wchodząc do kuchni zauważyłem na blatach porozkładane na kolorowych półmiskach różne przekąski i ciasta. W kącie kuchni stało parę skrzynek z alkoholem. Mam nadzieję, że ludzi będzie więcej niż zapowiadał na początku, bo ilość trunków jest stanowczo za duża. Wziąłem do ręki kawałek ciasta z zamiarem szybkiego oddalenia się, ale zatrzymał mnie jakiś dziwny odgłos zza lodówki. Moja ciekawość kazała mi to sprawdzić. Powoli zjadałem mój kawałek smakołyku i zbliżałem się do lodówki. Mało nie dostałem zawału, gdy nie wiadomo skąd pojawił się przede mną pan Tepes. Jadł identyczny kawałek ciasta. Tylko czemu się chował we własnym domu? Oczywiście wraz z nagłym pojawieniem się pana od zielonego światełka, równie nagle wydałem z siebie dosyć piskliwy jak na faceta krzyk. Nie zdziwiłem się więc szybkim przybyciem Jurija i jego mamy. Gdy tylko przekroczyła próg kuchni zauważyłem strach pojawiający się w oczach pana Tepesa. Wszystko działo się tak szybko, że nie zauważyłem jak Jurij odciąga mnie dość gwałtownie w róg kuchni. Straciłem na chwilę równowagę, ale gdy tylko ją odzyskałem usłyszałem szept Jurija.
-Teraz przygotuj się na zaskakującą komedię - cicho się zaśmiał, a ja byłem bardziej zdezorientowany niż przed chwilą. 
Długo na zapowiedzianą już komedię czekać nie musiałem, bo już po paru chwilach usłyszałem nerwowy krzyk pani domu. 
-Czy ja dobrze widzę?! Jesz ciasto?! Dobrze wiesz, że ci nie wolno! 
W tym momencie zauważyłem bardzo duże podobieństwo Jurija do jego matki. On identycznie czerwieniał na twarzy gdy się bardzo denerwował. Gestykulację też maja podobną. Słysząc wypowiedź pana Mirana ustaliłem też cechę wspólną ojca z synem.
-Kochanie... a... a... a... ale ja tyl... tylko je... jeden kawałe... kawałek- zaczynam podejrzewać przemoc domową. I chyba nie ma tu wątpliwości kto jest jej ofiarą. 
-Policzymy się w samochodzie. Już do auta!- nigdy nie widziałem tak przerażonego człowieka, więc gdy ta urocza kobieta odwróciła gwałtownie głowę w moją stronę myślałem że wypluję serce- Smacznego Peterku- powiedziała do mnie z ciepłym uśmiechem. Jeżeli ona zawsze zmienia te humorki tak szybko to zaczynam współczuć jej mężowi. Odwróciła się i poszła w stronę drzwi. Głęboki wdech wziąłem dopiero gdy usłyszałem samochód odjeżdżający spod domu. 
-No nie mów, że jej się przestraszyłeś?- usłyszałem do tego jeszcze zdegustowane prychnięcie. Chyba się obrażę. Bo może on taki odważny? Ciekawe kogo musiałem ratować przed pająkiem zabójcą w Oslo. Już miałem mu to wypomnieć, ale uprzedził mnie dzwonek do drzwi.  
-Zaprosiłeś kogoś jeszcze do pomocy?- spojrzałem zdziwiony na Jurija. Nic mi o tym nie wspominał.
-Nie, pójdę zobaczyć kto to.
-Czekaj. Pójdę z tobą. Mam torbę z ubraniami w samochodzie. 
Skierowałem się wraz z moim przyjacielem ku drzwiom. Gdy Jurij  je otworzył zobaczyłem w nich dziewczynę. Była średniego wzrostu, ale to raczej przez ciężkie buty, które miała na stopach. Ubrana była w czarne rurki i obszerny, biały sweter. Ciemnobrązowe, długie włosy miała rozpuszczone i układały się w nieładzie na oczy. A oczy miała przepiękne. Zieleń tych oczu zdawała się mnie pochłaniać. Jej usta układały się w nieśmiałym uśmiechu. Z tego stanu zachwytu wyrwał mnie głos Jurija.
-Dzień dobry. W czym mogę pani pomóc? -wydawał się być strasznie ostrożny, ale wcale mu się nie dziwiłem. Równie dobrze mogła to być jakaś fanka-wariatka.
-Cześć. Przyjechałam do mojego wujka na wakacje, jestem tu pierwszy raz i chciałam się wybrać do jakiegoś sklepu, a nie znam za bardzo okolicy i pomyślałam, że może zapytam się kogoś z sąsiedztwa o drogę. Pomożecie? -jej głos mógłbym porównać do głosu anioła. Spoglądała na nas niepewnie spod firanki długich rzęs. Jurij już otwierał usta żeby odpowiedzieć, ale ubiegłem go w tym.
-Mogę cię zaprowadzić. -nie wierzę, że to powiedziałem. Nigdy nie byłem szczególnie pewny siebie, a teraz sam zgłosiłem się do spędzenia z obcą mi dziewczyną dość długiego czasu.
-Naprawdę? Dziękuje, ale nie chcę robić kłopotu.- wydawała się być zmieszana.
-To nie kłopot. Idziemy? Jurij dasz radę sam te parę minut czy idziesz z nami? 
-Dam radę, jestem dużym chłopcem.- był wyraźnie rozbawiony moim zachowaniem. 
Ruszyłem w stronę furtki, a nowo poznana piękność za mną... 


***


Oto i numer jeden... wiem... długo się zbierałam, żeby go ogarnąć, ale jest!
Zastanawiam się, czy taka długość rozdziałów jest dobra? 
Wpadłam też na pewien pomysł, który powinien zachęcić do komentowania. A mianowicie co rozdział organizowany byłby konkurs, który polegałby na tym, że proponowalibyście kwestie którą wypowiadałby jeden z bohaterów z komentowanego rozdziału, którą umieszczałabym w następnej notce :). Wybierane będą te najciekawsze, a blog zwycięscy byłby polecany na początku rozdziału. Piszcie co o tym myślicie. Byłoby to też naprawdę ciekawe wyzwanie dla mnie :) 
Ps. Pojawiła się zakładka Bohaterowie, do której serdecznie zapraszam. 
Buziaczki, do następnego 
Werciak :*