środa, 31 sierpnia 2016

3. I Love It/ Wracam do żywych!


 "Mam to gdzieś i to kocham!
Mam to gdzieś"


Rano obudziłem się z ogromnym bólem głowy promieniującym od skroni aż po potylicę. Bałem się otworzyć oczy, żeby sprawdzić, gdzie się obudziłem. Ostatnim co pamiętam był mój pomysł zrobienia striptizu na stole. Tym bardziej, że nie byłem pewien czy czuje na sobie spodnie stresowałem się coraz bardziej. Ewidentnie leżałem twarzą na czymś co mogło być łóżkiem. Obróciłem się powoli na plecy i odważyłem się otworzyć oczy. Oczywiście zobaczyłem sufit. Na szczęście nie był to sufit kuchni czy salonu co powinno mnie ucieszyć, ale jeszcze bardziej zaniepokoiło. To jest pokój Jurija obróciłem moja głowę w drugą stronę łóżka. Jurij spał spokojnie (a przynajmniej tak mi się wydawało) i jak gdyby nigdy nic pochrapywał. Jak ja się tu znalazłem? Ból głowy wcale nie pomagał mi myśleć. Nic. Jedno wielkie nic pamiętam z późniejszej części imprezy. Postanowiłem przejść się po coś do picia, co nie okazało się dobrym pomysłem, ponieważ zaraz po ustaniu na własnych nogach zachwiałem się, zrobiłem półobrót na prawej nodze i spadłem z powrotem na łóżko. Szkoda tylko, że w poprzek. Tak dobrze myślisz... Upadłem głową prosto pod dość strategicznym miejscem ciała mojego przyjaciela.
-No proszę- przerwa na ziewanie- nasza księżniczka postanowiła zrobić mi pobudkę. Zawsze gdy wyobrażałem sobie ten moment, to budziła mnie długonoga, ruda piękność. Nie wyglądasz mi na taką. Złaź ze mnie- Jurij że śmiechem zepchnął moją głowę ze swoich ud i najzwyczajniej w świecie wyszedł do łazienki. Czy on zna znaczenie słowa kac?
Reszta dnia minęła raczej normalnie. To znaczy cały dzień sprzątaliśmy bardzo dziwne rzeczy po całym domu i ogrodzie Jurija. Z przerwą na jedzenie, a tak naprawdę to dzwoniła pani Tepes z pytaniem, czy rabaty kwiatów jeszcze żyją. Żyją, żyją i mają się dobrze w przeciwieństwie do mnie.  Jurij jako przykładny maminsynek przegadał ze swoją najdroższą rodzicielką bite pół godziny. Nie żebym jeszcze nie przywykł do tego, że potrafi wydzwaniać po trzy razy dziennie, no ale przecież Jurijowi bliżej do trzydziestki niż dwudziestki. Może czas już się wziąć za siebie.
Koło godziny osiemnastej, kiedy dom wyglądał na w miarę ogarnięty postanowiliśmy wybrać się do najbliższego sklepu z meblami, żeby odkupić zbitą przez jakiegoś uroczego jegomościa ukochaną lampę mamy Jurija. Szczerze to ten ktoś wyświadczył ogromną przysługę tej rodzinie, bo lampa była tak szpetna i kiczowata, że sam jej widok wywoływał u mnie mdłości. Chodząc tak po sklepie z lampą w ręku zauważyłem znajomą twarz obok regału z poduszkami z głowami śmiesznych pluszaków. Może kupię taką dla Niny. Młoda się ucieszy i może nie sprzeda mnie rodzicom jak znowu wrócę w nocy, będąc raczej nie pierwszej świeżości. Ale wracając do wątku, potrzebny mi był pretekst, żeby móc do niej podejść. Jeżeli los daje mi szansę, czemu miałbym jej nie wykorzystać, prawda? 
-Weź z pingwinem, bo jest tak samo uroczy jak ty- serio tumanie... W gimnazjum szło ci lepiej...
Dagmara zignorowała moją próbę zaczepki, ale wzięła poduszkę z pingwinem (czyli mam szansę!) i ruszyła do kasy. Złapałem z półki pierwszą lepszą poduszkę i potruchtałem za nią. Ignorowała mnie i to dość zauważalnie.
-Przepraszam za wczoraj, ja tak naprawdę to zazwyczaj jestem- może żałosny- opanowany, ale już tak mnie męczy to całe zamieszanie wokół, że wczoraj musiałem się na czymś wyżyć, szkoda, że trafiło na ciebie, ale przysięgam, że już nigdy więcej nie puszczą mi przy tobie nerwy.
Parsknęła śmiechem pod nosem i spojrzała na mnie jak na dziecko specjalnej troski. 
-Denerwujący jesteś, wiesz? Możesz mi powiedzieć, czego ty właściwie ode mnie chcesz? Myślałam, że już wczoraj dałeś mi dość wyraźnie do zrozumienia, że mam się odpierdolić, więc nie czaruj mi tutaj, tylko daj w spokoju zapłacić za tą poduszkę i znikaj mi z oczu.
Nie żebym się nie zdziwił, ale z uporem maniaka ruszyłem dalej za nią. Oczywiście musiałem przejść obok kasy zapominając o zapłaceniu. Chyba nie muszę opowiadać jak wyglądała mina ochroniarza, kiedy zobaczył TEGO Petera Prevca kradnącego kiczowatą lampę i poduszkę z głową osła. Gdy Dagmara zauważyła zamieszanie przystała i po chwili wahania wróciła do kas.
-Kochanie co ty wyprawiasz?- to było do mnie? 
Spojrzałem na nią jak na schizofrenika, przed chwilą była gotowa dać mi w twarz tą poduszką, a teraz bierze mnie za rękę i patrzy czekając na odpowiedź.
-Przecież kazałaś mi...
-No tak!-pacnęła się ręką w sam środek czoła.- Kazałam ci przecież jednak donieść tą lampę i poduszkę. Zupełnie zapomniałam, taka jestem ostatnio zabiegana. Przepraszam za zamieszanie, już płacimy- tu zwróciła się do ochroniarza. 
Po efektownej grze aktorskiej mojej "dziewczyny" mogłem już spokojnie opuścić sklep, przyrzekając sobie, że się w nim więcej nie pojawię. Zaraz po wyjściu Dagmara przestała się uśmiechać i zwróciła w moją stronę.
-Nie myśl sobie, że zrobiłam to, bo cię lubię. Po prostu odwdzięczam ci się za pokierowanie mnie wczoraj do tego sklepu. Jesteśmy kwita, teraz mogę już iść- odwróciła się i energicznym krokiem skierowała się do wyjścia z parkingu. Wyjąłem telefon z kieszeni i w sms-ie przedstawiłem sytuację mojemu najwspanialszemu koledze, co by się nie martwił. Szybko pobiegłem za Dagmarą. Kiedy się z nią zrównałem nawet na mnie nie spojrzała, jakby spodziewała się-abo miała nadzieję- że nie odpuszczę. 
-To jak to będzie? Między nami zgoda?- jak tak dalej pójdzie, to z takimi tekstami cofnę się do podstawówki . 
- Raczej tak, bo można powiedzieć, że jesteśmy kwita. W sumie to nawet nie byłam za bardzo zła, ale chciałam, żebyś poczuł się jak ja. 
-Jesteś okrutna. 
W chwili, w której miałem ją zapraszać na spacer zadzwoniła jej komórka. Odebrała wysłuchała kilku zdań i skrzywiła się. Rozłączyła się i wyraźnie rozdrażniona zwróciła do mnie:
-Nawet postałabym tu z tobą i jeszcze pogadała, ale muszę szybko wracać do domu ciotki i ugotować obiad, bo ona zostaje dłużej w pracy. Także no, ja lecę na dworzec. 
Już miała odchodzić, ale wpadłem chyba na najlepszy tego dnia pomysł.
-Może pojedziesz z nami? 
-Z nami? 
-No tak, ze mną i Jurijem. No nie rób takiej miny, to żaden problem. Ej, no nie ma się nad czym zastanawiać, idziemy.
Złapałem ją za rękę i pociągnąłem znowu na parking przed ten felerny sklep. Jurij już czekał przy samochodzie z identyczną lampą pod pachą. Minę miał dosyć skrzywioną, 
-Czy na ciebie zawsze trzeba tyle czekać? Stoję tu już dobre dziesięć minut i po co mi teraz dwie lampy? Jak miałeś czas napisać mi, że się spóźnisz to mogłeś mi też napisać, że już kupiłeś lampę.
-Złość urodzie szkodzi. Nie bój żaby, ja wezmę tę lampę- powiedziałem wskazując na to ohydztwo mimowolnie się krzywiąc- podwieziemy Dagmarę.
-A właśnie, bo my się nie znamy- w Juriju chyba obudził się dżentelmen, bo podszedł do Dagmary, ujął jej dłoń i ucałował- Jurij jestem.
Dagmara zarumieniła się i wyjąkała imię. Ja też zrobiłem się czerwony, ale z innego powodu. Co on wyprawia, przecież wie, co muszę zrobić.
Jurij otworzył drzwi od strony pasażera i pomógł wsiąść jej do auta, a ja musiałem zadowolić się miejscem z tyłu. Normalnie jak jakiś gówniarz z gimnazjum. Przecierpiałem drogę do domu. Na pociesznie zostało mi jedynie cieszyć się faktem, że odwróciłem uwagę Dagi od Jurija na tyle by móc się z nią wymienić numerami. Drogi Hoferze w co ja się wpakowałem?

***

Witam! Wróciłam z zaświatów i myślę, że już na stałe chociaż nic nie obiecuje.
Z rozdziału nadal nie jestem zadowolona, ale zrozumiałam, że chyba nigdy nie będę. Trochę zaniedbałam też czytanie innych blogów, co na pewno nadrobię. Niby zaczyna się nowy rok szkolny (dla mnie nawet w nowej szkole), ale jestem pewna, że znajdę czas na bloga.

Do następnego :*
Werciak





3 komentarze:

  1. Więcej dobrej myśli! Jak dla mnie rozdział jest świetny. ;) Czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawe i pomysłowe :) Czekam na kolejny post
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń